/swojana/

niedziela, 15 lutego 2015

(…) do gospody wszedł Szwejk, który kazał sobie podać ciemne piwo, dodając znacząco: – Bo w Wiedniu też dziś mają żałobę.

 PRAGA

"Chrystus Pan też był niewinny i też go 
ukrzyżowali. Nigdy nikomu nie zależało na 
jakimś tam niewinnym człowieku".

"Czy potrafiłby pan obliczyć przekrój kuli ziemskiej?– Nie umiałbym, proszę panów – odpowiedział Szwejk – ale i ja bym panom też mógł zadać zagadkę. Jest dom o trzech piętrach, każde piętro ma osiem okien. Na dachu są dwa dymniki i dwa kominy. Na każdym piętrze mieszkają dwaj lokatorzy. A teraz powiedzcie, panowie, którego roku umarła babka stróża?"




„Posłusznie melduję, panie oberlejtnant, że
wszystko jest w porządku, tylko kot jest
 gałgan i zeżarł kanarka”.



















„Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtant - rzekł Szwejk tonem głębokiego przekonania. - Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie było by tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego”.



„- Co jest panowie?
- Prawdopodobnie kocie gówno, panie pułkowniku”.












– Tutaj wisiał niegdyś obraz najjaśniejszego pana – ozwał się znów po chwili – akurat tam, gdzie teraz wisi lustro.
– A tak, ma pan rację – odpowiedział Paliviec – wisiał tam, ale obsrywały go muchy, więc zaniosłem go na strych.

czwartek, 12 lutego 2015

Patriotycznie

Zdarzyło się to dziś, zdarzyło się dziś tak,
że krwinek czerwonych odczuwać jęłam brak.
A że szlachetne zdrowie bardzo mię przejęło,
to i do szklaneczki czerwone skapnęło.

Rumieńce dziewicze wypełzły z ochotą,
co przemawia za niewinnością i dziewczęcą cnotą,
zawirowały myśli i żałość mię wzięła,
żem białego winka w szklaneczce nie tknęła.


I czy to intuicja, czy ojczyste pienia,
wydobyłam ja białe z piwnicy w podziemiach. 
Wypełniłam nim szklankę i gardło w zapale,
Teraz białe z czerwonym tańczą w karnawale.

Czy biel i czerwień w mym wnętrzu,
rozkosz trunku słodka,
świadczy żem prawdziwa, polska patriotka?

/swojana po zmroku/







wtorek, 10 lutego 2015

W drodze...

Strasznie (to takie czechowickie) lubię mój dom, miasto, bliskość gór...i że mówi się tam, że "czeba" coś zrobić albo płaci się tam "czy pięćdziesiąt". I Dankę lubię (choć może to kogo dziwić:) i bibliotekę, w której czekają jakby tylko na mnie. I lumpex, w którym zażywam relaksu. Jazdy do Biela na czekoladę. Lubię też zapach prania wywieszanego przez mamę na suszarce. Chleb od Grygi na zakwasie. Jajecznicę na szpyrkach i kawę po przebudzeniu. Lubię.I mogłabym tak bez końca...ale dość. To tęsknota, dziś wyjechałam. Wracam do G. 

poniedziałek, 9 lutego 2015

Śniegowo




Lansik na nartach,
lansik raz, dwa,
Jaga ma narty, Matka też ma.

Pruja po stoku, 
toczą się  ładnie,
czasem i w krzoki któraś upadnie.

Słoneczko świeci,
błękit otula,
radość zimowa w serduchach hula.

A na orczyku 
wręcz akrobacje,
Jaga swym zadkiem zaznacza stacje.

Muldy zalicza,
w górę szybuje,
na krechę jedzie i popierduje:)

Matce zaś chrzeszczą stawy i ciało,
gdy wyrżnie ciałem, będzie bolało.
Jaga i Matka, zgrabna drużyna,
sezon narciarski wraz rozpoczyna:)
 / z serii: rymy krakowsko - częstochowskie/
/swojana/