/swojana/

sobota, 24 stycznia 2015

Złote myśli swojanki



Pierwsze primo:) Nie zawsze to co wygląda, jest tym na co wygląda.
Drugie primo:) Czasem myślimy, że myślimy.

Głębokie to jak studnia w Kusiowym Lesie:)

piątek, 26 grudnia 2014

Jutrznia i pasterka na Lesisku


Jak co roku wybrałyśmy się z Danasią, by tuż przed Północą trwać w nabożnym oczekiwaniu na cud. Mamy takie miejsce za organami na chórze, gdzie wyśpiewujemy pod niebiosa, czasem bez słów. Co z tego, że człek w swej naiwności wierzy, że tym razem zachowa należną powagę. Powaga odchodzi wraz z osobą Kuzyna Jacentego, który skutecznie rozprasza mroki bożonarodzeniowej nocy (synonim: Gwiazda Betlejemska). W tym roku  na chórze wypatrzył   dla Danasi kawalera. Jak wiadomo nie jest to łatwe... Coraz mniej żyjących kandydatów w wieku Danasi. Czy to w swej niespotykanej skromności lubo zapatrzeniu w cuda niebieskie,  nie reflektowała, a szkoda! Miał ci on bowiem wystylizowaną grzywkę przypominającą jako żywo archaicznego idola nastolatek żyjącego w XX wieku, Limahla. Cóż, najgorszy przymus. Będziemy szukać dalej. Podobno mężczyźni żyją
najdłużej w Japonii. Tylko czy Danasia chciałaby Azjatę? I czy Azjata wytrzymałby z Danasią, która wołałaby bez ustanku: "Suszi mnie, suszi?":)

wtorek, 9 grudnia 2014

Tęsknota za słowem

Dogorywając w swym gospodarstwie (influenca) zastanawiam się nad zmierzchem sztuki epistolarnej. Kiedyś święciła ona niebywałe sukcesy, czy to w oficjalnej wymianie koniecznych informacji (z zachowaniem wszelkich form grzecznościowych), czy też w nieoficjalnej, między małżonkami, kochankami, rodzeństwem. Ta druga równie zmyślnie operowała grzecznościowymi zwrotami, choć w rzeczy samej przesyconymi nieco akcentami emocjonalnymi jak: "ślę gorące uściski", czy "całuję Twe słodkie rączęta, Anielko" lubo "nie mogę zaś doczekać, kiedyż to w Twe oczęta  spojrzę" "Kochający czule, Bodzio".
Jedyną formą kontaktu listownego, który oferują nasze przebrzydłe czasy, są listy z urzędu. Wydrukowane, do szpiku formalne, choć z obowiązkową formułą pozdrowienia: "Pozdrowienia, Szef Działu Obsługi Klienta, Stefan Nadolny. I czy ten Stefan rzeczywiście mnie pozdrawia?
Od bliskich listów się nie dostaje. Nikt już nie pisze. Zakochani wysyłają smsy lub czatują (na siebie też czasami). Na listy nikt nie czeka z drżeniem serca, za wyjątkiem tych mających nadejść od komornika sądowego. A jak komornik umrze, to i on przestanie pisać... (nie ma on żadnych znamion nieśmiertelności, choć czasem stwarza takie pozory:). Gdyby jeszcze tak pójść do więzienia..., ale i tu próżno szukać śladów dawnej sztuki. 
W sklepach papierniczych poniewierają się jeszcze papeterie, kusząc niejednokrotnie wyszukanym wzornictwem (chroń mnie Panie, od stosowania angielskiego design'u). Wywołują one niezwykłe wrażenie luksusu dziwnie pomieszane z oślim osłupieniem (osioł to znane mi dobrze zwierzę). Chciałoby się pisać, ale próżno szukać warsztatu. Ręka odwykła, tematy omówione wyczerpująco. Zaledwie przed chwilą telefon komórkowy wylądował w kieszeni. Wszystko zostało powiedziane. Kropka postawiona. A archaiczne znaki polskiej kaligrafii? Słyszeliśmy o nich.
Nasze wnuki nie znajdą listów związanych jedwabną tasiemką przesiąkniętych archaiczną czułością.
R.I.P

PS. Poczta Polska też "pagib". Tylko komornik jeszcze jakoś dycha:)
PS1.Parafrazując słynnego Wiliama*: "List, list, królestwo za list..." 

*A horse! A horse! My kingdom for a horse! (William Shakespeare, Ryszard III)

niedziela, 7 grudnia 2014

Dzień Górnika, wiadomości z 4.12


Wszystkiego najlepszego wszystkim górnikom, w szczególności zaś Jacentemu i Jerzemu!
Barbara (nie patronka i nie święta, choć tak by się mogło wydawać:))

sobota, 8 listopada 2014

Hymn elektryków

Za oknem jesienna szaruga. I oto na you tube wyławiam taką perełkę:) Na pierwszy "rzut" ucha piosenka - dramat (nie mam nic do dziewczynki, która śpiewa, niech sobie śpiewa). Piosenka zaczęła mi się podobać w chwili, gdy uświadomiłam sobie, że  ja zwyczajnie nie zrozumiałam jej treści. Otóż chodzi o to, że dziewczynie wysiadło światło. Więc woła w rozpaczy "ciemno, tak tu ciemno" - może być to nagła reakcja lękowa na brak elektryczności. Potem zaś "słyszę głos, woła mnie" - zdajemy sobie sprawę, że  to pewnie elektryk, który akurat przebywa w pobliżu. Wreszcie "ostry ból" ( to już nie mój pomysł, tylko ktoś podszepnął mi, że pewnie stanęła na czymś ostrym w ciemności i wbiła sobie coś w stopę (a to naprawdę boli!). I ona, ta biedna dziewczyna, pozbawiona prądu, zadaje sobie pytanie "dokąd iść, kiedy wokół mrok?" - może to niedziela, a ona jest z małej miejscowości i sklep żarówkami jest nieczynny? Wreszcie woła "Pomóż mi!" - to znów rozpaczliwe wołanie do elektryka. Ale co dzieje się dalej: "Zabrałeś mi ostatni blask" - okazuje się, że elektryk to zwykła szuja i złodziej. Ukradł jej ostatnią żarówkę lub świecę, która trzymała na wypadek awarii. Ona jeszcze wciąż ma nadzieję, że jednak naprawi jej światło: "Rozjaśnij dzień", ale jego już dawno nie ma i okazuje się, że wcześniej też kradł jej żarówki i znikał (może handluje nimi na bazarze?): "Nie ma cię kolejny raz". Tylko dlaczego ona za każdym razem wierzy, że tym razem coś zrobi z jej zepsutym prądem???
/swojana/


TEKST PIOSENKI "CIEMNO" Marty Bijan
Ciemno, tak tu ciemno
Dławi mnie własny lęk
Ciemno, tak tu ciemno
Słyszę głos, woła mnie

Ostry ból, znów ten stan
Już wiem, że czas nie leczy ran

Ref. Powiedz dokąd iść, gdy wokół tylko mrok
Kiedy nie mam już nic
Powiedz jak mam żyć, gdy dawno już umarłam
I nie potrafię dziś śnić
Pomóż mi

2. Ciemno, tak tu ciemno
Zabrałeś mi ostatni blask
Ciemno, tak tu ciemno
Słońca brak, rozjaśnij dzień

Wieczna noc, wieczny strach
Nie ma Cię kolejny raz

Ref. Powiedz dokąd iść, jak zabić własny strach
Kiedy nie mam już sił
Powiedz jak mam żyć, choć ciągle modlę się
To nie daje już nic
Pomóż mi

piątek, 17 października 2014

Ostatnia warta, czyli refleksja nad przemijaniem



(ostrzeżenie! wierszyk zawiera treści:))

Na skraju drogi, wieczór był słotny, przysiadł pod lasem bobek samotny

Na co mi przyszło? przecie mam dreszcze, i rozpulchniają mię wredne deszcze.

Ostatnią trzymam dziś tutaj wartę, bo moje życie, gówno jest warte!

W mgiełki wilgotnej  mokrej sukience dogasał bobek w myśli udręce.

Żył szybko, mocno, ścigał się z czasem, aż w końcu  utknął w dziurze pod lasem!

Stawał się blady, drobny i kruchy, żeby choć przyszły tu w gości muchy,

Żeby choć  chwilę na nim przysiadły, i powąchawszy kawałek zjadły…

Każdy na rozpacz gówienną  głuchy, więc zaginęły po bobku słuchy,

Ostatnią odbył pod lasem wartę, gówniane życie, gówno jest warte!


16.10.2014r. /swojana/

wtorek, 7 października 2014

Jagoda

Do północy zostało trzydzieści minut. Jutro przyjdzie na świat Jagoda. To znaczy przyjdzie w przeszłości. Bo Jagoda już jest i skończy dwanaście lat. Pojawiła się zadnią stroną i ten stosunek do świata utrzymuje się do dziś. Podziwiam jej niezłomną konsekwencję:) Dwanaście lat temu nie mogłam wypić jej zdrowia (na łóżku porodowym nie podają drinków i słusznie:), ale czynię to dziś. Nasypałam sobie do szklanki trochę mięty z parapetu okiennego, wrzuciłam parę kostek lodu, cytrynę i dodałam napoju, którego użyczył mi Jan.