/swojana/

środa, 14 września 2016

Sen o Syrenie

Bardzo lubię mieć sny. Często są tak irracjonalne, złożone z wielu niewiarygodnych fragmentów, obrazów, bez udziału woli znajduję się w świecie najprzedniejszej fantazji. Nie ma ograniczeń i zasad, sen toczy się swoim nieprzewidywalnym torem. Umysł maluje różnorodne obrazy, akcja toczy się wartko albo leniwie. Mogę być jednocześnie obserwatorem i uczestnikiem, jakby przenikało się wiele płaszczyzn. Niektórzy ludzie mówią, że nie śnią w ogóle albo rzadko. Dla mnie sny to dar. 
Kilka dni temu śniło mi się, że spędzałam czas nad jeziorem. Tuż obok była dziura z wodą połączona podziemnym kanałem z samym jeziorem. Moczyłam w niej nogi. Lato było gorące, a leniwy nastrój upajał i relaksował. Zabawa polegała na oczekiwaniu na Syrenę, która podwodnym kanałem niespodziewanie podpływała do osoby moczącej nogi w dziurze i wciągała ją nagle pod wodę. Pamiętam to napięcie i oczekiwanie na swoją kolej. Widziałam Syrenę mozolnie wspinająca się po podwodnych schodach i nagle poczułam na kostkach je zaciśnięte dłonie. Akcja rozegrała się błyskawicznie. Wciągnięta w wody jeziora, wyskoczyłam następnie spod wody jak z katapulty w niebo, fikając koziołki. Sprawiło mi to ogromną przyjemność. 

piątek, 26 sierpnia 2016

Widok z balkonu willi w Lanckoronie...




 
 Za każdym razem zostawiam w Lanckoronie cząstkę siebie. I choć "poznałyśmy się" już w dorosłym życiu,  poczułam, że jest ona odrobinę moja, a ja odrobinę jej. To miejsce narodzin prababci Marii z Królów Szarkowej (badania genetyczne wykazałyby moje pokrewieństwo z wieloma mieszkańcami:).  Prababcia powracała tu ze swoimi dziećmi i wnukami odwiedzając rodzinne strony lub pielgrzymując do Kalwarii Zebrzydowskiej. To tutaj wędrowali Ścieżką Zakochanych i Ścieżką Cichych Szeptów Emil z Heleną, moi dziadkowie, zanim stanęli na ślubnym kobiercu. Spędzili miesiąc miodowy w nieistniejącej już dziś Willi Róż. Próbuję podążać ich śladami.