/swojana/

niedziela, 9 listopada 2014

Miś - Mój Mentor

video
Rzadko się zakochuję. Tu jednak uczucie spadło na mnie z niesłychaną siłą. Miś K. ukazuje wszystkie moje skrywane pragnienia.

sobota, 8 listopada 2014

Hymn elektryków

Za oknem jesienna szaruga. I oto na you tube wyławiam taką perełkę:) Na pierwszy "rzut" ucha piosenka - dramat (nie mam nic do dziewczynki, która śpiewa, niech sobie śpiewa). Piosenka zaczęła mi się podobać w chwili, gdy uświadomiłam sobie, że  ja zwyczajnie nie zrozumiałam jej treści. Otóż chodzi o to, że dziewczynie wysiadło światło. Więc woła w rozpaczy "ciemno, tak tu ciemno" - może być to nagła reakcja lękowa na brak elektryczności. Potem zaś "słyszę głos, woła mnie" - zdajemy sobie sprawę, że  to pewnie elektryk, który akurat przebywa w pobliżu. Wreszcie "ostry ból" ( to już nie mój pomysł, tylko ktoś podszepnął mi, że pewnie stanęła na czymś ostrym w ciemności i wbiła sobie coś w stopę (a to naprawdę boli!). I ona, ta biedna dziewczyna, pozbawiona prądu, zadaje sobie pytanie "dokąd iść, kiedy wokół mrok?" - może to niedziela, a ona jest z małej miejscowości i sklep żarówkami jest nieczynny? Wreszcie woła "Pomóż mi!" - to znów rozpaczliwe wołanie do elektryka. Ale co dzieje się dalej: "Zabrałeś mi ostatni blask" - okazuje się, że elektryk to zwykła szuja i złodziej. Ukradł jej ostatnią żarówkę lub świecę, która trzymała na wypadek awarii. Ona jeszcze wciąż ma nadzieję, że jednak naprawi jej światło: "Rozjaśnij dzień", ale jego już dawno nie ma i okazuje się, że wcześniej też kradł jej żarówki i znikał (może handluje nimi na bazarze?): "Nie ma cię kolejny raz". Tylko dlaczego ona za każdym razem wierzy, że tym razem coś zrobi z jej zepsutym prądem???
/swojana/


TEKST PIOSENKI "CIEMNO" Marty Bijan
Ciemno, tak tu ciemno
Dławi mnie własny lęk
Ciemno, tak tu ciemno
Słyszę głos, woła mnie

Ostry ból, znów ten stan
Już wiem, że czas nie leczy ran

Ref. Powiedz dokąd iść, gdy wokół tylko mrok
Kiedy nie mam już nic
Powiedz jak mam żyć, gdy dawno już umarłam
I nie potrafię dziś śnić
Pomóż mi

2. Ciemno, tak tu ciemno
Zabrałeś mi ostatni blask
Ciemno, tak tu ciemno
Słońca brak, rozjaśnij dzień

Wieczna noc, wieczny strach
Nie ma Cię kolejny raz

Ref. Powiedz dokąd iść, jak zabić własny strach
Kiedy nie mam już sił
Powiedz jak mam żyć, choć ciągle modlę się
To nie daje już nic
Pomóż mi

piątek, 17 października 2014

Ostatnia warta, czyli refleksja nad przemijaniem



(ostrzeżenie! wierszyk zawiera treści:))

Na skraju drogi, wieczór był słotny, przysiadł pod lasem bobek samotny

Na co mi przyszło? przecie mam dreszcze, i rozpulchniają mię wredne deszcze.

Ostatnią trzymam dziś tutaj wartę, bo moje życie, gówno jest warte!

W mgiełki wilgotnej  mokrej sukience dogasał bobek w myśli udręce.

Żył szybko, mocno, ścigał się z czasem, aż w końcu  utknął w dziurze pod lasem!

Stawał się blady, drobny i kruchy, żeby choć przyszły tu w gości muchy,

Żeby choć  chwilę na nim przysiadły, i powąchawszy kawałek zjadły…

Każdy na rozpacz gówienną  głuchy, więc zaginęły po bobku słuchy,

Ostatnią odbył pod lasem wartę, gówniane życie, gówno jest warte!


16.10.2014r. /swojana/

wtorek, 7 października 2014

Jagoda

Do północy zostało trzydzieści minut. Jutro przyjdzie na świat Jagoda. To znaczy przyjdzie w przeszłości. Bo Jagoda już jest i skończy dwanaście lat. Pojawiła się zadnią stroną i ten stosunek do świata utrzymuje się do dziś. Podziwiam jej niezłomną konsekwencję:) Dwanaście lat temu nie mogłam wypić jej zdrowia (na łóżku porodowym nie podają drinków i słusznie:), ale czynię to dziś. Nasypałam sobie do szklanki trochę mięty z parapetu okiennego, wrzuciłam parę kostek lodu, cytrynę i dodałam napoju, którego użyczył mi Jan.


niedziela, 31 sierpnia 2014

Niedzielne wspominki o stole pańskim

Basia Kielochówna w stroju stosownym do piosenki.



Hej! Na krakowskim rynku
maki i powoje / bis
Chłopcy i dziewczęta malowane stroje / bis

2 Hej! Na krakowskim rynku
gołębie zleciały / bis
Słychać jak tam grają mariackie hejnały / bis

3 Hej! Na krakowskim rynku
kręcą się górale / bis

Sprzedają serdaki kupują korale / bis

Zdarzyło się to około roku 1978. W przedszkolu nauczano nas z determinacją tańczyć krakowiaka. Trudno dziś powiedzieć, z jakiej okazji. Wyuczyłam się chyba doskonale, bo w niedziele na mszy na Lesisku, gdy tylko usłyszałam nabożną maryjną pieśń, przyjęłam idealną podobno, taneczną postawę - jedną rękę wyprężając  nad głową, drugą zaś układając wdzięcznie na boczku. I dawaj przez kościół w kierunku ołtarza.Więcej grzechów nie pamiętam:)

Druga kościelna, wspominana do dziś przygoda, pochodzi z czasów króla Ćwieczka. Ksiądz wzniósł dłonie nad ołtarzem w najważniejszym momencie mszy świętej, ja zaś puszczona na swobodę, zaciekawiona widocznie otoczeniem, pokulałam się na pulchnych nóżkach do stołu pańskiego i zaczęłam ciągnąć za nakrochmalony obrus. Ksiądz opuścił ręce i trzymał ratując z poświęceniem naczynia liturgiczne i świece, ja zaś ciągnęłam z uporem. Rodzice zaczęli się wzajemnie wypychać z ławki, kto ma iść po Baśkę, co wiązało się z publicznym przyznaniem się do dziecka przy ołtarzu. Poszedł Tatuś, niebożątko:)

Po pierwsze....

... zaniedbuję straszliwie te stronę. Pragnę nadmienić, iż wynika to wyłącznie z mego lenistwa, nie zaś lekceważenia Potencjalnego Odbiorcy. W ramach przeprosin, czułych  i szczerych, przedstawiam oto obrazki z gór. Tam byłam w sierpniu. Niebawem dołączę pokaz slajdów, jeśli nie zeżre mnie ta paskudna zaraza, która odwodzi mnie od twórczej pracy:)
A po drugie...
 









czwartek, 7 sierpnia 2014

Kartki z podróży - Kto widział Fifi?

Noc. Pociąg pośpieszny. Nie udało mi  się kupić rezerwacji miejsca, ale przynajmniej zajęłam krzesełko na korytarzu pod oknem. Postanowiłam nie poddawać się rozdrażnieniu, nie irytować się i przyjąć za oczywiste, że ludzie będą przechodzić w jedną i drugą stronę. Obok mnie na sąsiednim miejscu zasiadła Kobieta z Podgniewskiej Wsi. Śmiech miała doprawdy zabójczy - niski, męski, rozpędzony jak kałasznikow, troszkę demoniczny. "O, zaczyna się czeski film" - pomyślałam:) Kobieta wracała z pogrzebu. Kwiecista suknia, siatka w czerwono - niebieską kratę wypełniona jedzeniem. Z drugiej strony jakiś Student  w Okularach. Przegadałam z Kobietą ze Wsi. Stwierdziłyśmy, ze nie ma co narzekać, ważne, że się jedzie. Tymczasem w Warszawie Wschodniej dosiadło mnóstwo ludzi. Pociąg wypchany po brzegi, co chwilę trzeba było wstawać i wbijać się w okno, żeby pasażerowie mogli przecisnąć się na zarezerwowane w kuszetkach, miejsca. Wpadła Nerwowa Pani z Psem, okrąglutka jak bułeczka. Pies sympatyczny retriver, za to jej dzieci, głośne i roszczeniowe. 
- A pani tu torbę stawia na korytarzu, przejść nie można! - krzyknęła około dziewiętnastoletnia córka Nerwowej Pani z Psem na Kobietę z Podgniewskiej Wsi. Ta zarechotała nerwowo.
- My nie mamy rezerwacji, musimy koczować na korytarzu - powiedziałam spokojnie chcąc pomóc kobiecie i solidaryzując się z nią w tej podróży.
- Aha - sapnęła już łagodniej agresywna Dziewoja - ludzie nie mają rezerwacji i dlatego tak ciasno - powiedziała do matki, Nerwowej Pani z Psem.
Nerwowa Pani z Psem zajęła miejsce i wyjrzała przez okno żegnając się czule z mężem. 
-Pa, pa kochany. Zadzwonimy jak dojedziemy do Kołobrzega. 
-Pa, pa tata! - wrzasnęła na cały regulator młodsza latorośl, podobna do mamy - okrągła i ruchliwa.
Pociąg ruszył. Psia Rodzina wycofała się do kuszetki. Z głębi korytarza zaczęły dochodzić strzępy innej rozmowy.
       Przy oknie popijało alkohol rozochocone trio. Ona, blondyna po czterdziestce - długie włosy opadały splotami na plecy, dość szczupła, ubrana w  brązowe sindbady i koszulkę na ramiączkach, na nosie okulary. Zaskakiwała jej beznamiętna twarz, brak mimiki i te oczy, w których wpisywał się jakby najstarszy zawód świata:) Miało się bardzo silne poczucie, że cała jej zwyczajna sylwetka i  ubiór, nie współgrają z tymi oczyma. Obok Mężczyzna w Niebieskiej Koszulce. Jej mężczyzna.  Opowiadał właśnie nowo poznanemu towarzyszowi podróży, że jadą z Ewą na wakacje nad morze:
- Kocham Ewę już piętnaście lat. Tylko ją. Prawda Kochanie? - powiedział czule obejmując ukochaną
-Tak, tak - dodawała matowym głosem patrząc przed siebie w tłum
- Ona nie jest moją żoną, ale jest jak żona, wiesz? - powiedział  Mężczyzna w Niebieskiej Koszulce nalewając towarzyszowi kolejkę
- A Ty co robisz? - zapytał po chwili
- Ja jestem żołnierzem w Warszawie - odparł nisko zasadzony, barczysty Wojskowy - A wy skąd?
- My z Ewą z Roztocza.
- Roztocze jest piękne jak i morze. - dodała "rezolutnie" Ewa patrząc niespokojnym wzrokiem na Wojskowego.
Tymczasem jej partner kursował w te i we wte korytarzem do toalety. Przepychał się pytając głośno, czy jest tu w pociągu Wars. Ludzie wstawali i siadali. Ja  zgodnie z założeniem wstawałam jak automat nie irytując się człowiekiem, choć mógłby mnie normalnie trafić jasny szlag:), bo swoje przemarsze zaczął uskuteczniać z coraz większa częstotliwością. W pewnym momencie Mężczyzna w Niebieskiej Koszulce zaszedł do kuszetki i zdrzemnął się osłabiony alkoholowym spożyciem. Tymczasem Ewa "tup, tup", potuptała gdzieś korytarzem za Wojskowym. Kierunek toaleta. Zniknęli. Niby spacery nie zakazane...Po jakimś czasie z kuszetki wychynął  rozbudzony Mężczyzna w Niebieskiej Koszulce.
 Zaczął się nerwowo rozglądać po korytarzu. Spojrzałam na komórkę - pierwsza.
- Fifiiii, gdzie jesteś Fifiii ???!- zakrzyknął w rozpaczy roztoczanin
Ludzie na korytarzu ocknęli się z półsnu - Czy ktoś widział moją Fifiiii? - ryczał dalej - Ewa, jesteś w tym wagonie??? Ewa odezwij się!
Pasażerowie nadstawili uszu. Kobieta z Podgniewskiej Wsi wybuchnęła tym swoim męskim rechotem, co momentalnie wywołało u mnie atak nerwowego śmiechu. Atmosfera stała się gęsta. Jakiś mężczyzna kucający obok  parsknął  w rękaw.
Porzucony kochanek zaczął chodzić  po korytarzu, nawołując. Fifi ani śladu.
- Czy pan widział moją kobietę? Moją Fifi? - zaczepił Studenta w Okularach
- Nie - odparł wściekły, wybudzony ze snu, młody człowiek - nie widziałem - odwrócił się w stronę otwartego korytarzowego okna.
Mężczyzna w Niebieskiej Koszulce zaczął wydzwaniać do Fifi z komórki. Ale nie odbierała, zajęta pewnie czyś ważkim:)
W końcu wykręcił numer do domu. Na Roztocze.
- Bo ja nie wiem gdzie jest Fifi! Była tu ze mną w pociągu. Poznała jakichś i poszła z nimi. Nie ma jej. Nie wiem co robić?!
W międzyczasie zza zakrętu do toalety wyjrzał Wojskowy. Szybko jednak zniknął widząc roztoczanina w amoku poszukiwań. Za chwile jak gdyby nigdy nic, wolnym krokiem wyszła zza zakrętu, poszukiwana Ewa. Nie patrzyła na roztoczanina. Mężczyzna w Niebieskiej Koszulce zauważył ją w końcu, wyłączył telefon, podszedł i szarpnął za łokieć
- Gdzie ty k...byłaś? Pytam się???!
- Nie chwytaj mnie tak - syknęła sunąc do przodu korytarzem
Mężczyzna w Niebieskiej Koszulce nie powiedział już nic. Poszedł za nią. Zniknęli w kuszetce. Po pół godzinie korytarzem, jak lis, szybko i bezszelestnie, przemknął Wojskowy. Zniknął w swoim przedziale. Ciekawe, czy miał poczucie dobrze wykonanej misji?:)
Bo Roztocze...jest piękne jak i morze...

środa, 23 lipca 2014




GOŚCIU, KLIKNIJ LINK PONIŻEJ:

Kartki z podróży - wschodnie pogawędki:)

Zwykły dzień na ulicach Wrzeszcza. Porywisty wiatr, ale słońce i bezchmurne niebo. Przede mną, rozkopaną Wajdeloty, w kierunku tunelu pod SKM, zmierzała para. Usłyszałam wschodni akcent. Obydwoje w średnim wieku - ona w ładnej, dopasowanej, jasnej sukience, z włosami na pazia. On postawny, trochę łysiejący w pomarańczowej koszulce i bermudach. 
-Ty masz dzisiaj urodziny! - zaświergotała z silnym akcentem Tatiana (tak nazwiemy ją dla naszych potrzeb)
-No tak...- powiedział Borys krocząc z przodu
-Musimy kupić ci prezent!
-No możemy.
-Już wiem! Wiesz co ci kupię? !- Tatiana wyraźnie podekscytowana zrównała krok z Borysem.
-No co?
-Kupimy ci na urodziny ładny stanik dla mnie! Co ty na to?- roześmiała się rozanielona pomysłem
-O! to bardzo dobry pomysł!!! - pochwalił Borys i w najlepszej komitywie odeszli w przeciwnym do mojego, kierunku.
Ot, Kobieta! - pomyślałam -  Zadowoliła jego, zadowoliła siebie, wszystkich zadowoliła! Nauka na przyszłość:)