/swojana/

środa, 18 marca 2015

Dla Danasi, której urodziny przypadają na dzień przed moimi, dedykuję...Bidulka...

Trudno to pojąć, zostaje wiara, 
że człek już przeżył blisko pół wieku, 
na czarną kieckę brana jest miara, 
 a jeszcze dusza tli się w człowieku.  
I wyobraźni nawet nie staje, 
by serca bicie usłyszeć z bliska, 
lecz Danka idąc geriatrii krajem,
 jesienną przecie urodą tryska.
Umysł wciąż żywy, logika kręta,
 czasem nie wiedzieć, gdzie myśl szybuje,  
w dodatku imię swoje pamięta,
z łóżka nie pełznie, lecz wyskakuje. 
Miarą młodości jest jednak dusza,
 nie członków ciała rącze wybryki,
Danka się dosyć sprawnie porusza, 
a duch wciąż młody, gibki i dziki.
A że ząb w szklance czasem umoczy
i głośno mówi, bo nieco głucha, 
Czyż nie geriatrii rys to uroczy? 
Mądrości Danki chętnie się słucha.
Drzemie w niej inna tajemna siła, 
co z wiosną w trzewiach kwieciem rozkwita,
choćby się w masce staruszki kryła, 
tkwi w niej kobita: "bierz mnie, nie pytaj". 
Wciąż zew natury w ciele się dusi, 
wciąż nieprzystojne myśli w jej głowie,
biodrem  kołysze, zapachem kusi, 
więc niejednemu zawróci w głowie. 
Wokół samczyków ładnych gromadka, 
kościste macki nad nią rozwiera,  
a ona jurna i w gadce gładka, ciągle przebiera: 
ani brzuchaty ani bez włosa, 
brzydko pachnący również odpada, 
na piwny brzuszek bardzo jest kosa,  
a możliwości starannie bada. 
By nie ustały funkcje życiowe, 
by duch tkwił mocny w kruchutkim ciele,
życzy Ci Baśku z mądrością starą: 
wyśpisz się Danko,  jak se pościelesz!

/swojana/

niedziela, 15 marca 2015

Babcine mądrości

Babcia Marysia mówiła, żeby nie jeść na stojąco (w biegu - przyp. autora), bo pójdzie w nogi. 

Babcia Marysia Francuzówna (po mężu Paszkowa) stoi jako pierwsza z lewej
Rozważając kwestie kulinarne, z moją miłą koleżanką, Małgorzatą, doszłyśmy do wniosku, że tempo życia, często skłania nas do jedzenia w biegu. Łykamy w pośpiechu nie gryząc, nie żując, szybko zaspokajamy pierwszy głód. I tym samym pomijamy bardzo ważny etap, jakim jest wysyłanie sygnałów do mózgu, że nadchodzi dostawa, smaczne papu, które ma nam działać na zdrowie. Podobno właśnie w trakcie spokojnego i długiego żucia uruchamiamy liczne hormony, które pomagają nam w sprawnym metabolizmie. Jeśli nie uda się tego zrobić, nasz żołądek jest umęczony, skatowany i narażony na niewspółmierny wysiłek. Nie będę się zagłębiać, ale wiem, że potem wszystko idzie nie tak. Jedzenie się nie wchłania jak należy i nie opuszcza nas jak należy, zwłaszcza finisz, który powinien być lekki i radosny, a staje się cierpieniem i katorgą... (nawiążę do znanej piosenki Zdzisławy Sośnickiej
"Nie czekaj mnie w Argentynie, mój statek tam nie zawinie, wszystko przepadło, wszystko na próżno...":)
(moja ukochana ciotka B., na jednej ze wspaniałych imprez rodzinnych przed laty, dokonała własnej interpretacji piosenki, dodając kilka wersów ..."bo jest blokada, i nie zawinie:)

Co więcej, nasze szybkie pochłanianie skłania nas do spożywania dań z półproduktów. Wszystko co przetworzone, sprasowane, o długim terminie ważności, to dziś najpopularniejsze. A gdzie fasola, kapusta, kasze, kiszonki? Fasole długo się gotuje, kasze też, a kiszonki trzeba sobie ukisić, a na to nikt nie ma czasu. W efekcie pokrzepiamy się w zawrotnym tempie, łykamy duże kawałki i faszerujemy się konserwantami i ulepszaczami smaku. Szkoda nas.
W jednym z postów dotyczących gospodarstwa Kielochów, wspominałam o jadłospisie. Jest to prawdziwy przykład tego, jak jeść prosto i zdrowo. Oczywiście mało kto ma dziś możliwość uprawy swoich warzyw i hodowania zwierząt, a nawet jeśli tak, to mamy nieporównywalnie większe skażenie środowiska. Możemy przynajmniej próbować, jak nasi przodkowie, celebrować posiłki. Dla nich był czas ciężkiej pracy, ale czas przeznaczony na jedzenie, był czasem świętym.


Babcina mądrość, choć nie poparta żadnymi teoriami naukowymi, a tylko doświadczeniem życiowym, ma całkowicie swoje uzasadnienie. Nie jedzcie szybko, pójdzie w nogi! Może warto czasami się zatrzymać i wspomnieć. Mądrość pokoleń to niewyczerpane źródło dobrego.

poniedziałek, 9 marca 2015

Która to już...Wiosna?!


Ogłaszam konkurs na najroślinniejszy portret Wiosny! 

Atrakcyjne nagrody:
1. Odegranie roli Marzanny w Pierwszy Dzień Wiosny. Zwycięzca będzie miał możliwość zostać wrzuconym do rzeczki i spłynąć nią, po czym wydostać się na brzeg o własnych siłach,
2. Wakacje z Danasią - szybki kurs chichotania symultanicznego:) (tu ukłon dla Marjanny Gał., która też robi coś symultanicznie, ale co, to nie powiem:)
3. Bycie podmiotem lirycznym w wierszu specjalnie napisanym przez swojankę i odpowiedź na pytanie, co autor chciał powiedzieć.

Zapraszam! UUUUUU............Wiosna! 

swojanka

czwartek, 12 lutego 2015

Patriotycznie

Zdarzyło się to dziś, zdarzyło się dziś tak,
że krwinek czerwonych odczuwać jęłam brak.
A że szlachetne zdrowie bardzo mię przejęło,
to i do szklaneczki czerwone skapnęło.

Rumieńce dziewicze wypełzły z ochotą,
co przemawia za niewinnością i dziewczęcą cnotą,
zawirowały myśli i żałość mię wzięła,
żem białego winka w szklaneczce nie tknęła.


I czy to intuicja, czy ojczyste pienia,
wydobyłam ja białe z piwnicy w podziemiach. 
Wypełniłam nim szklankę i gardło w zapale,
Teraz białe z czerwonym tańczą w karnawale.

Czy biel i czerwień w mym wnętrzu,
rozkosz trunku słodka,
świadczy żem prawdziwa, polska patriotka?

/swojana po zmroku/







wtorek, 10 lutego 2015

W drodze...

Strasznie (to takie czechowickie) lubię mój dom, miasto, bliskość gór...i że mówi się tam, że "czeba" coś zrobić albo płaci się tam "czy pięćdziesiąt". I Dankę lubię (choć może to kogo dziwić:) i bibliotekę, w której czekają jakby tylko na mnie. I lumpex, w którym zażywam relaksu. Jazdy do Biela na czekoladę. Lubię też zapach prania wywieszanego przez mamę na suszarce. Chleb od Grygi na zakwasie. Jajecznicę na szpyrkach i kawę po przebudzeniu. Lubię.I mogłabym tak bez końca...ale dość. To tęsknota, dziś wyjechałam. Wracam do G. 

poniedziałek, 9 lutego 2015

Śniegowo




Lansik na nartach,
lansik raz, dwa,
Jaga ma narty, Matka też ma.

Pruja po stoku, 
toczą się  ładnie,
czasem i w krzoki któraś upadnie.

Słoneczko świeci,
błękit otula,
radość zimowa w serduchach hula.

A na orczyku 
wręcz akrobacje,
Jaga swym zadkiem zaznacza stacje.

Muldy zalicza,
w górę szybuje,
na krechę jedzie i popierduje:)

Matce zaś chrzeszczą stawy i ciało,
gdy wyrżnie ciałem, będzie bolało.
Jaga i Matka, zgrabna drużyna,
sezon narciarski wraz rozpoczyna:)
 / z serii: rymy krakowsko - częstochowskie/
/swojana/



sobota, 24 stycznia 2015

Złote myśli swojanki



Pierwsze primo:) Nie zawsze to co wygląda, jest tym na co wygląda.
Drugie primo:) Czasem myślimy, że myślimy.

Głębokie to jak studnia w Kusiowym Lesie:)

piątek, 26 grudnia 2014

Jutrznia i pasterka na Lesisku


Jak co roku wybrałyśmy się z Danasią, by tuż przed Północą trwać w nabożnym oczekiwaniu na cud. Mamy takie miejsce za organami na chórze, gdzie wyśpiewujemy pod niebiosa, czasem bez słów. Co z tego, że człek w swej naiwności wierzy, że tym razem zachowa należną powagę. Powaga odchodzi wraz z osobą Kuzyna Jacentego, który skutecznie rozprasza mroki bożonarodzeniowej nocy (synonim: Gwiazda Betlejemska). W tym roku  na chórze wypatrzył   dla Danasi kawalera. Jak wiadomo nie jest to łatwe... Coraz mniej żyjących kandydatów w wieku Danasi. Czy to w swej niespotykanej skromności lubo zapatrzeniu w cuda niebieskie,  nie reflektowała, a szkoda! Miał ci on bowiem wystylizowaną grzywkę przypominającą jako żywo archaicznego idola nastolatek żyjącego w XX wieku, Limahla. Cóż, najgorszy przymus. Będziemy szukać dalej. Podobno mężczyźni żyją
najdłużej w Japonii. Tylko czy Danasia chciałaby Azjatę? I czy Azjata wytrzymałby z Danasią, która wołałaby bez ustanku: "Suszi mnie, suszi?":)