Dla przypomnienia - czas na nalewkę wieloowocową. Startuję zawsze w sezonie truskawkowym. Już kiedyś podawałam recepturę na blogu, ale teraz wszystkim amatorom nalewek pragnę uświadomić, że niedługo po truskawkach zostaną tylko słodkie wspomnienia, więc kto spragniony - do dzieła! Póki co, zasypałam 4 kg truskawek cukrem (nie daję dużo, posypuję raczej tak, by puściły sok). Gdy cukier rozpuścił się, przełożyłam truskawki do słoja, zalałam spirytusem do poziomu owoców. Do tego dodałam całe opakowanie goździków. Teraz, gdy tylko zdobędę kolejne sezonowe owoce, będę postępować tak samo - zasypywać cukrem aż puszczą sok, przelewać do dużego słoja z poprzednimi owocami (ten jak widać jest za mały, ale na strychu stoi osamotniony dymion - 10 l). Procedura jest prosta, nie wymaga wysiłku, a efekt....no cóż - rozkoszne jesienne, klimatyczne wieczory. Najwyżej wypiję Wasze zdrowie:)
/swojana/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ratafia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ratafia. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 22 czerwca 2014
czwartek, 5 lipca 2012
Ambrozja (nalewka, którą napocząć można 4 grudnia)
| Truskawki wypuściły sok |
Przed laty, gdy byłam jeszcze bardzo żywotna, posmakowałam ratafii domowej roboty (od Z.). Nie otrzymałam szczegółowej receptury, tylko słowna instrukcję, co mniej więcej i jak czynić należy. Przez trzy lata z rzędu ( robiłam ową nalewkę. Zaczynałam produkcję w czerwcu wraz z pierwszymi truskawkami, a kończyłam jesienią na ostatnich owocach z sadu. Pierwsza degustacja następowała w Barbórki*, na co z utęsknieniem czekały rozliczne me koleżanki, a przybyło ich w tym okresie, a jakże!
Trzeciego roku ("do siego roku" :) - samo mi się wpisuje:) ratafia, którą zwać mi raczej należy AMBROZJĄ (w hinduizmie AMRYTĄ) była najwspanialsza. Oprócz wykwintnego, głębokiego, owocowego smaku, nabrała wyjątkowo pięknego ciemnorubinowego koloru, stała się przejrzysta, klarowna i bardziej wytrawna (dodawałam nieco mniej cukru niż poprzednio). Trudno było nie naruszyć dymiona (czy baniaka, jak chcą niektórzy Pomorzanie) przed grudniowym świętowaniem! Ale "ćwiczenie czyni mistrza":) - mam tu na myśli i sztukę cierpliwości, i sztukę tworzenia szlachetnego trunku.
Potem, czy to z lęku, że piłabym i piła, i przestać nie mogła, bo taka dobra, czy też ze zwykłego lenistwa (obstawiam to drugie) zaprzestałam działalności. Nie mogłam też sprostać potrzebom rynku, bo rosła jej popularność, a ja nie mam odpowiedniej piwniczki do przechowywania.
| Agrest otulony cukrowym płaszczykiem |
START! Cały "wic" polega na tym, że nalewka powstaje spontanicznie, z tego, co dają sady i ogrody. Owoce musza być słodkie, najwyższej jakości, czyste. Ilość nie ma znaczenia.
| Czereśniowo |
Można dodać też poziomek leśnych.
| Porzeczki (czarne i czerwone) z ogrodu Mamy, świeżo oprószone cukrem |
| Maliny w białej sukience |
![]() |
| Swojana Garden's Gallery |
Kto raz zrobi...ach, zresztą...:)
Podoba mi się świat. I dobrze mi u Mamy:)
*Barbórki - moje imieniny są w liczbie mnogiej, bo tak sobie to umyśliłam
Subskrybuj:
Posty (Atom)
