/swojana/

wtorek, 16 stycznia 2018

Spotkania Kielochów (święto kuzynów - inwokacja)

Inwokacja (łac. invocatio – wezwanie) – rozbudowana apostrofa otwierająca utwór literacki, zazwyczaj poemat epicki, w której zwykle autor zwraca się do muzy, bóstwa lub duchowego patrona z prośbą o natchnienie, pomoc w tworzeniu dzieła.




Początki tej wielkiej kuzynowskiej miłości sięgają 1965 r. Niektórzy z nas jeszcze wtedy byli w planach, ale inni ochoczo wydostawali się na świat. Z nostalgią można wspominać czasy nieskażone mediami, gdzie mogliśmy rozwijać nasze bardzo udane więzi biegając po łąkach, polach, osiedlach, spotykając się na korytarzu podstawówki i w czasie wspaniałych wakacji, które często organizowali nam rodzice - Groń, górskie rajdy, biwakowanie...








Teraz może jesteśmy już inni, nie myślę wyłącznie o fizyczności, latach (biedna Danasia:/), ale i o doświadczeniach, które zmieniły nas w zapisaną księgę, z której nic już nie da się wytrzeć. Wydawałoby się, że różne drogi życia mogą nas odmienić na tyle, że nie znajdziemy już porozumienia. Okazuje się, że wręcz przeciwnie. Na zdjęciu brakuje A.Szw., Gr.Szw. i D.Szu. Pozostali są w komplecie.




28 kwietnia zaplanowaliśmy Święto Kuzynów w roku 2018. I tak do końca świata i o jeden dzień dłużej:)










wtorek, 18 kwietnia 2017

Kartki z podróży - Dezorientacja

Pociąg toczył się nocą z imponująca prędkością w kierunku północnym. Święta Wielkanocne minęły. Szczęśliwie przydzielono nam wagony pierwszej klasy, które udawały wagony drugiej. Udało się więc rozłożyć wspaniałe łóżko, na którym spoczął z rozkoszą umęczony życiem, kręgosłup. Sen nadszedł szybko, choć trzeba było ubrać się we wszystko, co było w posiadaniu pasażera, bo ziąb właził, panoszył się i wypełniał wszystkie zakamarki chudego (żharcik) ciała. Kolej tak już ma, że gdy zimno, to wyłącza ogrzewanie. Jedyna taka na świecie. O świcie, gdy gwałtowne szarpnięcie wagonów przebudziło mnie, śniącą wspaniale, o czym dokładnie, trudno już powiedzieć, zerwałam się i na wpół ślepym wejrzeniem omiotłam wagon i zapragnęłam dowiedzieć się, jaki to etap podróży:
-Janek, gdzie my jesteśmy??? Co to za stacja???!
-Bydgoszcz - odparł Janek 
-Jak to Bydgoszcz, cholera???! Jaka Bydgoszcz! To całą noc jedziemy, a ty mówisz, że Bydgoszcz??? - zaczęłam wołać czując pewien rodzaj paniki, który osadzony był w jakiejś mglistej otchłani
-No tak, Bydgoszcz - zdziwił się Janek 
Dopiero teraz uświadomiłam  sobie, że ja już wracam z południa na północ, a wydawało mi się w tym mrocznym półśnie, że dopiero wybieram się na Święta, a pociąg dziwnie krąży i nie zmienia położenia na mapie. Zmieniają się tylko pory: noc-dzień, dzień-noc.
Dezorientacja - po raz pierwszy doświadczyłam jej w tak idealnej postaci:) Chyba trzasnę definicję na wikipedię:)


sobota, 18 marca 2017

"Te" urodziny Danki

Araukarie, sagowce,  paprocie nasienne,
metasekwoje, platany i  zielone tuje, 
przyznam się z ochotą w te chwile wiosenne, 
że świat swą tajemną historię dziś snuje.

Otóż przed milionami lat, dowiodę  niezbicie,
wśród gąszczu niezmierzonego, 
wśród dzikiej przyrody,
tętniło z mocą całą dinozaurze życie,
a świat jawił się jako wyjątkowo młody.

Naznaczona  fatum niedojrzała Ziemia 
stanęła z losem bezlitosnym  w nieuchronne szranki,
meteorytu mocą  zniszczyła stworzenia,
wyginęły wszystkie  za wyjątkiem Danki.

Paleoontolodzy współcześni  nie kryli zdziwienia, 
gdy pośród miejskich ostępów, zaułków bankowych, 
gdzie mamony  nieswojej dźwięczą ostre  brzmienia, 
odkryli kształt nowy, a jednak nie nowy. 
Grubą łuską zdobiony,  archaiczny nieco, 
co w dzisiejszym świecie tak niedocenione, 
starannie  imitując sylwetę kobiecą, 
wdziewał cudne kreacje w Dziedzicach  kupione.

Zawrzało w mediach okrutnie, cóż za niespodzianka,
wciąż swoje ma zęby i  wciąż żwawo drepcze,
w dodatku ów brachiozaur wygląda jak Danka
i z ogromnym zapałem wino wszelkie chłepcze!   
 
Niejeden człeczy samiec rzucał wdzięcznie okiem
na jej ogonek zielony, na uśmiech jaszczurzy, 
otulony bezpiecznym czarnej nocy mrokiem, 
z zachwytem się w prehistorię   rozkoszną zanurzył.

Z tego morał i mądrość prawiekowa płynie,
o potędze nieodgadnionej wielkiego  kosmosu
gdy Ziemia w otchłaniach niepamięci zginie
Danka znów  się wyłoni z odmętów chaosu. 

Dance - kupa mięci:) 
/swojana/

Kartki z podróży - zjazd klasowy

Pociąg relacja Gdynia - Bielsko - Biała. W Warszawie dosiedli starsi wiekiem koledzy wracający prawdopodobnie ze zjazdu klasowego. Byli ubrani w garnitury i białe koszule. Większość już powoli dochodziła do siebie, tylko jeden, nazwijmy go roboczo Chabrowy Garnitur, znajdował się nadal w fazie zejściowej, ale jeszcze walczył. Dla podtrzymania konwersacji, wsparłszy się na siedzeniu przypadkowej pasażerki, zagadnął kulturalnego i cichego kolegę klasowego, Tadzia, który przycupnął na swym miejscu w przedziale:
- Tadziu, a ty sobie tak siedzisz i myślisz?
Po chwili milczenia, Tadziu odparł:
- Wiesz...ja chyba już tylko siedzę:)

wtorek, 17 stycznia 2017

Kartki z podróży - Wodospady

By smakować życie, udałam się na kąsek filmowy pt. Paterson, w reżyserii światowej sławy twórcy, Jarmucha. Film wyświetlano w jednym z trójmiejskich kin, akurat nowoczesnym z mało dyskretnym smrodkiem starego popcornu unoszącym się na całej połaci...(zdecydowanie preferuję "na całej połaci śnieg...":) Namaszczona atmosferą dzieła w zupełnie prozaicznym celu udałam się do kinowych toalet. Do toalety chodzi każdy i  nie warto się tego wypierać, nawet gdy zapoznajemy się akurat z nowym narzeczonym. Wracając do głównego wątku, w toalecie, trochę zaniedbanej, były dwie kabiny. Obydwie zajęte. Przed toaletą stałam ja i Pani z Kolejki. Wewnątrz jednej z nich, Gdakająca Konwersantka odebrała właśnie komórkę. Ponieważ panowała cisza jaką tylko można spotkać w tym odizolowanym od pół i łąk miejscu, słychać było wyraźnie każde wypowiedziane zdanie łącznie z zapraszaniem przyjaciół do siebie w dniu jutrzejszym, natarczywym zapytywaniem dlaczego nie przyjdą i tym podobne naciski. Pani Gdakająca Konwersantka wyraźnie niezadowolona z pobytu w jednej z kabin, opuściła ją, jak się później wyjaśniło brak papieru, kontynuując rozmowę  i zajmując drugą kabinę. Konwersacja trwała  w najlepsze - zaśmiechiwanie się, popiskiwanie, do tego słychać było spadanie torebki i uwidocznił się pasek wełnianego płaszcza. Moja cierpliwość sięgała zenitu, ale wyciszałam się traktując to jak hartowanie ducha. Pani z Kolejki wywracała oczyma, co sama często czynię, gdy nie mam odwagi nakląć. W pewnym momencie, gdy wartkie słowa sypały się nadal z ust Gdakającej Konwersacji, po nagłej dramatycznej pauzie w słowotoku, dał się słyszeć huk wodospadu. Dramatyczne to było doznanie. Przerażające widmo kataklizmu spowodowanego nagłą awarią wodociągów w całym mieście. Nie były to może wodogrzmoty, tego Gdakająca Konwersantka oszczędziła zebranym, ale prawdziwie huczące kaskady. Potężne zasoby. A trwało to prawdziwie długo. Zastanawiałam się, w jakich jeszcze innych okolicznościach Pani ta potrafi prowadzić konwersację. I czy odbiorcy narażeni są również na jej zaparcia lubo obstrukcje?  Może zmuszeni są wysłuchiwać całej kakofonii dźwięków? Z mej pamięci wyłonił się ów klasyczny już kadr z Dnia Świra, w którym Marek Kondrat bezskutecznie usiłuje przetrawić towarzystwo gdakających współtowarzyszek podróży.
Lżejsza o jakieś 5 litrów Gdakająca Konwersantka opuściła pomieszczenie wypuszczając nieprzerwane ciągi słów. 
Zdecydowałam, że wolę jednak pola i łąki.