/swojana/

środa, 7 września 2011

Chleb z ziarnami, co trochę się przypiekł

To nie jest absolutnie blog kulinarny. Ostatnio jednak mam fazę  bułeczkowo - chlebową, więc zaraz załączam efekty na bloga. Ta faza jest o tyle przyjemna, że dom pachnie chlebem. Taki zapach zostanie może w głowie dzieci, gdy będę już zgrzybiałą starowinką.

Składniki na 2 bochenki: (przepis ze strony moje wypieki)
  • 1 kg mąki krupczatki (nie próbowałam z inną mąką)
  • 6 łyżek siemienia lnianego
  • 6 łyżek łuskanego słonecznika
  • 1 szklanka otrąb pszennych lub żytnich (można zastąpić płatkami owsianymi)
  • 3 łyżki sezamu
  • 2 łyżki pestek dyni
  • 1,5 łyżki soli
  • 3 łyżki cukru
  • 5 dag świeżych drożdży
  • 1 litr wody
Mąkę, ziarna, sól, cukier i pokruszone drożdże wymieszać dokładnie. Zalać ciepłą wodą i wyrobić ciasto (ciasto będzie bardzo luźne, ale takie ma być). Odstawić do wyrośnięcia na 20 minut.
Rozmieszać i przełożyć do natłuszczonych foremek keksowych. Odstawić do wyrośnięcia (czas rośnięcia trzeba wyczuć, z pewnością nie musi podwoić objętości - rośnie bardzo krótko i wystarczy jak trochę podrośnie, inaczej może się nie udać; u mnie rósł około 20 minut).Piec w 220 st.Celsjusza ok. 50 minut. Po 30 min. przykryć gę chleba papierem lub wyłączyć górną grzałkę.




Dobry, chrupiąca skórka, ale za bardzo mi się przypiekł. Niewątpliwą jego zaletą jest proste przygotowanie i  krótkie czekanie:) Smacznego:)))

    wtorek, 6 września 2011

    Bułeczki codzienne





    Składniki na 12 - 16 bułek:(przepis pochodzi ze strony moje wypieki)_


    1 szklanka letniego mleka
    110 g miękkiego masła
    1/4 szklanki cukru (tu według mnie zdecydowanie za dużo, zmniejszyłam do 2  łyżek)
    2 jajka, roztrzepane
    3/4 łyżeczki soli
    4 szklanki mąki pszennej (część mąki można zastąpić mąką razową lub żytnią)
    24 g świeżych drożdży


    Po dokładnym wyrobieniu pozostawić pod przykryciem, w ciepłym miejscu, do podwojenia objętości.
    Po tym czasie ciasto podzielić na 12 - 16 części (w zależności od tego, jak duże chcemy bułeczki; ja podzieliłam na 16 części). Bułeczki wyłożyć na blaszkę, pozostawiając między nimi około 1 cm odstęp. Przykryć, pozostawić do wyrośnięcia, do podwojenia objętości, na około 45 minut, aż się zetkną).

    Wyrośnięte bułki wysmarować jajkiem, piec około 20 - 25 minut w temperaturze 185ºC. Podczas pieczenia można przykryć folią aluminiową, by się nie przypiekły. Studzić na kratce

    poniedziałek, 5 września 2011

    Znów o detektorze i uporze cz.3 (na podstawie pamiętnika 1928)

                       Zdarzyło się, że Emil wędrując po Dziedzicach napotkał swego rywala, Władka Gołucha, który to wcześniej palony zazdrością ubliżył Heli i został publicznie zrugany przez swojego ojca. Niedoszły narzeczony wyglądał tak nieszczęśliwie, że Kieloch nie bacząc na dawne urazy, przespacerował się z nim wokół dworca kolejowego. Sprawiało mu niebywałą przyjemność to, że oto okazuje Gołuchowi swoją przychylność. Ten zaś wziąwszy zachowanie Emila za dobrą monetę, zaczął zwierzać się ze swych żalów. Uważał, że  stał się ofiarą Heli, która otoczona jest adoratorami.  Najpierw był Jurczyk Alojzy, który się "wnet na niej poznał i odczepił się od niej".
    "- Widocznie nie nadawała się na kochankę, była za "honorowa". Bo cóż można było u tego dziewczęcia znaleźć? Chyba tylko uczciwość" - myślał Emil przekonany o jej nieskazitelności. Zresztą potwierdzały to liczne opinie jego znajomych: "Najporządniejsze dziewczyny w Dziedzicach to Hela Szarkówna i  Stefka Nowakówna" - mawiał późniejszy szwagier Emila, Sieńczak. Mimo to Emil myślał o tych wszystkich chłopcach, z którymi w jakiś sposób była związana:  Gołuch, nauczyciel Starzyk, urzędnik celny Garlicki, choć temu ostatniemu miała ponoć oświadczyć, że go nie lubi w mundurze i  nie znosi, gdy się pudruje (o Boże!!! - choćby mi dobrze zapłacili, z żadnym upudrowanym! Jestem wnuczką swojej Babci, a i mundur mnie nie nęci:), o ironio! bo mam jeden na stanie i nie wiem jak to się stało? chyba młodość chmurna, durna)
             Gołuch żalił się jednak, że Hela to samolubna i egoistyczna dziewczyna, która potrafi rozkochać w sobie chłopca, by go potem bezceremonialnie porzucić! A w dodatku nie myśli w ogóle o tym, jak ów biedak cierpi. I jak to w życiu bywa, Gołuch się skarżył, a Hela w oczach Emila "rosła": "A propos Heli. Jest to dziewczyna dobra, bardzo dobra, nie jest wcale egoistką, a jeżeli o swój kobiecy honor dba, to tylko dobrze o niej świadczy. A że się ani Gołuch, ani Jurczyk, ani może ja nie podobamy, za to ona nie może". W życiu zawsze jest na opak - ktoś się skarży na kogoś bliskiego i nie daj Boże staniesz po stronie pokrzywdzonego, ten zaraz przechodzi na drugą stronę i zaczyna dostrzegać dobre cechy osoby, na którą się skarżył. A Ty stajesz się wrogiem!!!
         15 kwietnia w Domu Narodowym odbyła się zabawa taneczna, w trakcie której Emil postanowił zapytać wprost o plany Heli wobec jego osoby. Zaręczamy się, czy rozchodzimy? Oczywiście, stosująca metodę częstych wybiegów dziewczyna, nie odpowiedziała na zadane pytanie, tylko zbyła go twierdząc, że to nie czas i miejsce na takie rozmowy:) Mimo to czuł, że atmosfera stała się milsza. Następnego dnia siedząc na werandzie jej domu ponowił pytanie. I tym razem uśmiechnęła się tajemniczo. Zirytował się i odszedł uważając (no chyba trochę zagrał), że sprawa zakończona. I znów nachodziły go wątpliwości. Jeszcze kilka dni wcześniej w rozmowie Gołuchem uznał, ze jest cudowna, nieskazitelna, dobra, a po własnej porażce zmienił znów punkt widzenia: "Czy jest perfidną, złą i samolubną dziewczyną jak przypuszcza Gołuch?" (biedna Babcia, to się na nią uwzięli, skrzywdzeni:) - jest takie przysłowie - gdzie nie staniesz zawsze d... z tyłu. Gdyby uległa, byłaby niehonorowa i puszczalska, a gdy nie uległa, jest EGOISTKĄ I SAMOLUBEM! BO NIE CHCE SIĘ PODZIELIĆ SOBĄ!  Pozostaje tylko nadzieja, ze nie jest to standardowe wyposażenie męskich umysłów i że nie wszystkim rządzi popęd. A czy ktoś pomyślał o niej? Osaczyli ją, dybali na nią, a ona była taka młodziutka! Cóż miała mówić. Prawdopodobnie nie wiedziała jeszcze, czego w życiu chce)
        Emil jednak zawsze potrafił sobie wszystko wytłumaczyć, zaakceptować. Znalazł więc sposób na zapomnienie: "Zrobię chyba to, co zrobił Mickiewicz. Będę pisał!" Faktycznie, był to pewien pomysł dość skuteczny, pozwalający na chwilę oderwać myśli, ale gdyby wiedział jak to naprawdę było z Mickiewiczem. Dopiero współcześnie opracowania biograficzne (Koper) dotyczące życia wieszcza przedstawiają prawdę o jego życiu pełnym kobiet, sekciarstwie, braku moralności. Kazano nam wierzyć, że cierpiał, bo Ojczyzna w opałach. A zwyczajnie gnębił psychicznie swoją chorą żonę żyjąc pod jednym dachem z dziećmi i kochanką. Dla Emila Mickiewicz był wielkim wzorem literackim. Ja nie potrafię oddzielić sfery osobistej od twórczości. Gdy jedno nie zgadza się z drugim, ideał przepada. 
          Postanowił wieść zwyczajne życie, a do Heli odnosić się z całkowitą obojętnością. Uważał, że przychodzi mu to nadzwyczaj łatwo, zwłaszcza na próbach chóru. W duchu myślał o tym, że może pożałuje ona swoje decyzji. I prawdopodobnie to zadziałało. Znajoma nauczycielka, Kałziołówna powiedziała Emilowi, że "Hela Szarkówna unika dla pana innych mężczyzn". Emil powątpiewał, bo zdarzyło się, że po próbie  Hela poprosiła o odprowadzenie do domu Suchego Józefa. Emil towarzyszył im, by nie okazać zazdrości i podtrzymywać obraz obojętnego wobec niej, mężczyzny "Miał to być policzek wymierzony mi przez Helę. Zastosowałem metodę uniku, udając, że nic o żadnym policzku nie wiem"
    Jedno z przedstawień reżyserowanych prawdopodobnie przez Dziadka Emila w Dziedzicach (Emil siedzi jako pierwszy z lewej strony)
          W tym czasie podjął się reżyserowania przedstawień w amatorskim Stowarzyszeniu Młodzieży Żeńskiej (znów żeńskiej! sic!). Miał już sporo doświadczenia, ponieważ niejednokrotnie jako nauczyciel szkolny przygotowywał różnego typu sztuki teatralne z dziećmi.
     W zespole tym oczywiście występowała Hela. Najgorsze było to, że doszło do wewnętrznego konfliktu z "aktorami" i Emilowi wydawało się, że i ona popiera stronę jego przeciwników. Przygotowywano obrazek sceniczny pt "Czerwony pantofelek". Emil przytłoczony niesprzyjającą atmosferą czuł, że zawiódł jako reżyser. Do występów doszło w maju 1928 w Domu Narodowym. Potem przygotowano salę do występów tanecznych. Na zaplecze, gdzie zajmował się zdejmowaniem dekoracji, przyszła siostra Heli, Ela:
    -Co tu pan robi jeszcze za sceną?
    -Siedzę, bo jestem zmęczony i pilnuję różnych rzeczy!
    -Zaprowadzę pana do pewnej pani.
    -Nie lubię nowych znajomości.
    -Chodź pan, nie pożałujesz tego, pan.
    -Nie lubię nowych znajomości - dodał, ale udał się przed sceną, gdzie czekała na niego Hela.
    -Zadowolony pan? - spytała Ela - Pan się tak zastrzegał przed nowymi znajomościami. Chyba pan zadowolony?
    Udało się zamienić tylko kilka słów, bo zagrała muzyka. Ktoś ubiegł Emila i poprosił Helę do tańca. Nawet nie zauważyła jego odejścia: "Jedni się bawią, inni smucą" - pomyślał i wrócił do domu.
            W rozmowie ze swoją kuzynką, Malikówną, dowiedział się, że wszyscy namawiają Helę - matka, bracia, by za niego wyszła, ale ona wzbrania się twierdząc, że jest za młoda. Emil nie dał tego po sobie poznać, ale bardzo to przeżył. Niby tłumaczył sobie, że czuje nareszcie ulgę, bo zyskał spokój i teraz wie już, jak była motywacja Heli do spotkań z nim: "Jest mi jakoś dziwnie - tak wiośnianie".
                Po tym krótkim upadku, znowu odrodziły się nadzieje, że jednak nie jest jej obojętny. Kino, kolejne wizyty na Piasta, gra w młynek z jej siostrą, Elą...Tam właśnie, w sypialni chaty Szarków doszło do pierwszej chyba, szczerej rozmowy:
    -Jesteś dla mnie najmilszą dziewczyną!
    -Dlaczego ja, dlaczego nie Ela?
    -Przyszłość nasza zależy zupełnie od ciebie. Właściwie powinienemby   usunąć się od ciebie, ale nie mam na to sił, zanadto cię lubię. Usunę się, jeśli tylko dasz mi do zrozumienia, ze według ciebie tak mam zrobić, że ci jestem niepotrzebny, bo pokochałaś innego!- główka opadła je na stół,  a Emil kontynuował: -Jesteś najmilszą dziewczyną. Chcę, abyś była szczęśliwa. Nic takiego nie zrobię, co by szczęście twoje miało zniszczyć. Ale dlaczego milczysz? Dlaczego ciągle pozostajesz takim tajemniczym sfinksem? ( na miejscu Heli zastanowiłabym się, czy podoba mi się to porównanie:)
    Helena swoim zwyczajem pozostawiła go bez odpowiedzi.


    Gorsze miało nadejść! W czasie próby chóru mieszanego, nauczycielki muzyki,  pani Zmełtowej, Helena wyszła na przechadzkę na cmentarz w towarzystwie niejakiego Londzina, o czym niezwłocznie doniósł Emilowi usłużny i usatysfakcjonowany, Gołuch Władysław:)
    -Zobacz, Hela cię zdradza!
    -Muszę przecież mieć zastępcę - odparł pozornie beztrosko Kieloch, ale w środku zawrzało.Czy znowu daje mu do zrozumienia, że nie jest nim zainteresowana? Po próbie za namową swojej kuzynki, Irki Malikówny, razem z Helą i Londzinem, udali się w kierunku swych domów. Amant Londzin nie ustawał w staraniach, by rozweselać towarzystwo, co Emil odbierał jako swoją przegraną. Czuł się jak "zbędny grat", tym bardziej, że ukochana nie faworyzowała żadnego z nich, a przecież powinna...jego. 
    "Hela wie, że Londzin kocha się w niej [...] Zaplątałem się w romans z Helą i z kłopotu wybrnąć nie mogę". (Pamiętniki 1928)

    CDN (ufff! jeszcze tyle stron do przewertowania - nachodził się Dziadek, nawzdychał, a czy było warto, dowiecie się w następnych odcinkach brazylijskiego serialu)


    niedziela, 4 września 2011

    Lanckorona - miasteczko prababci Marii Szarkowej


    Willa Róż 
    Do Lanckorony w podróż poślubną wybrał się Dziadek Emil z Babcią Heleną. Spędzali ją w "Willi Róż". Istnieje pocztówka przedstawiająca tę willę, wysłana do Dziedzic w okresie międzywojennym. Niebawem wkleję ją na bloga:) 

     
     Widok z balkonu willi w Lanckoronie
    pocztówka wysłana przez Janka Szarka do Emila Kielocha z Lancokorony
    to panorama bitwy zwyciężonej
    pola przez które nie popędzą konie
    póki nie będzie zboże wykoszone

    Na pochyłościach rozłożone paski
    żółto - zielone wstążki od orderów
    których nie noszą - jedyne oklaski
    to skrzydła wrony wśród zboża szpalerów

    Lanckorona, Lanckorona
    rozłożona gdzie osłona
    od spiekoty i od deszczu,
    od tupotu szybkich spraw.

    Stół nakryty wyostrza łyżki profil
    a cerata pod nią błyszczy się w kratkę
    kształty i wzory dla których chlorofil
    to jest dzbanek na miętową herbatkę

    Widok na stronę dojrzałej przyrody
    przesila się w oku w nawałnicę ziół
    dmą aromatów przeźroczyste kłęby
    rozległa forpoczta wyplecionych buł

    Lanckorona, Lanckorona
    rozłożona gdzie osłona
    od spiekoty i od deszczu,
    od tupotu szybkich spraw.

    Stroma uliczka wiedzie do piekarni
    stygnie na półkach zwyciężona gleba
    młoda dziewczyna sypie dla ptaszarni
    pachnące ziarno w kształcie grudek chleba

    Lanckorona, Lanckorona
    rozłożona gdzie osłona
    od spiekoty i od deszczu,
    od tupotu szybkich spraw.




    O pięknej Helenie, namiętnym Emilu i słuchawkach do detektora cz.2

         Tej wiosny Emila spotykało szczęście na przemian z nieszczęściem. Zakochał się po raz pierwszy w życiu i był już właściwie na dobrej drodze do pozyskania względów Heleny, gdy nagle ona zaczęła wycofywać się ze spotkań. Przygnębiony tym stanem rzeczy nie potrafił już nawet czerpać radości z eskapad z chórem "Ryłło", choć dotąd wesoła kompania zawsze zdołała go rozbawić. Trzeba było uczcić imieniny Józefa, ale właściwie nie miał ochoty w tym uczestniczyć. Nie w smak mu było nachodzenie ludzi w ich domach, zaczął postrzegać to jako nietakt. Po raz kolejny uległ jednak presji otoczenia i potoczył się z kompanami, by balować w najlepsze. 
           Następnego dnia w Domu Narodowym odbyły się występy. Chór "Ryłło" wypadł słabo, na twarzach chórzystów malowały się jeszcze ślady nieprzespanej nocy.  Po chórze na scenie pojawił się amatorski zespół, w którym znalazła się Hela. Emil dowiedział się później, ze jego rywal, Władek Gołuch, zazdrosny o dziewczynę, która cieszyła się dużym zainteresowaniem płci przeciwnej, czynił jej niestosowne, orydynarne uwagi. Cała sytuacja przerodziła się nawet w grubszą aferę, bo ojciec Gołucha dowiedział się o wszystkim i spoliczkował syna w obecności gapiów.: "Oj Helu, Helu, to ci było potrzebne!"
           Kilka dni później po próbie chóru mieszanego pani Zmełtowej odprowadził Helę do domu. Czuł wyraźnie, że mimo uprzejmości jaką mu okazywała, jest obca i obojętna. Pragnął tylko, by koszmar się skończył.Próbował, walczył, oszukiwał siebie, że już jej nie chce, ale porzucał wszelkie założenia, gdy tylko ona pojawiała się w pobliżu i szedł za nią jak pies, wierny swemu panu, aż do tragicznego końca:))): "Muszę się przygotować na rozłąkę z Helą.Na to, że będzie trzeba odrzucić mrzonki o związku małżeńskim z nią. Choć trudno w sobie zabić samoluba, chciwca myślącego tylko o własnym szczęściu, trzeba będzie to zrobić".
         Na szczęście nawał pracy spowodował, że nie miał zbyt wiele czasu na osobiste rozterki. Był zmęczony, ale nie nauczaniem, raczej atmosferą jaka wytworzyła się wokół  jego stanowiska. Jako nauczyciel musiał nieustannie dbać o swój wizerunek nieskazitelnego moralnego, zaangażowanego w sprawy społeczne, wyrozumiałego i zawsze chętnego do pomocy każdemu z uczniów. Wzór do naśladowania. Rozgoryczenie sprawami zawodowymi łączyło się teraz w jedno z zawodem miłosnym, toteż wyglądał jak cień człowieka.  Chudy, z żółtawą cerą, na tle której błękitne oczy stały się jeszcze bardziej wyraźne (słońce i niebo:)), pochylona sylwetka. Zupełnie jak człowiek przygnieciony niespodziewanym ciężarem. W dodatku wiosna jakby nie widząc jego smutku szalała w najlepsze. Spod pulchnej, wilgotnej ziemi, pokrytej jeszcze gdzieniegdzie łatami śniegu, wyglądały bielutkie główki śnieżyczek. W ogrodzie zakwitły krokusy i mieniły się wszystkimi kolorami. Ptaki budziły się do życia radosnym świergotem. Wszystko pęczniało życiem, rwało się do tańca. On też tańczył, tyle że w smętnym uścisku ze swymi myślami. Obawiał się wegetacji, samotności i wypalenia (nazwijmy do syndromem WSW - ja to mam). Przecież tyle miał światu do zaoferowania!
    "Hela wzbrania się ze mną mówić o naszej przyszłości. Broni się przed rozmową o małżeństwie. Co ją do tego skłania, nie wiem. Może się wstydzi o tym mówić, a może czeka na kogoś odpowiedniejszego, młodszego, ładniejszego. Trudno, nic na to nie poradzę".
    "Przedemną zarysowuje się otchłań samotności, smutna, jałowa, spróchniała wegetacja. (To się nazywa "załapać dołek", Dziadku)
    Na zdjęciu w prawym górnym rogu klasztor OO Jezuitów (1900 -1909)
              Zbliżały się święta wielkanocne 1928 roku. Uroczysta atmosfera przenikała dom i nawet w sercu Emila zagościła namiastka optymizmu.  Postanowił przespacerować się do klasztoru Jezuitów, by pokontemplować trochę w klasztornej ciszy. Natknął się na  Helę. Przywitał się z wymuszonym dystansem, po czym niespodziewanie, w sposób dość natarczywy, zapytał, jak bawiła się wczoraj w kinie.  Poprzedniego dnia proponował jej wspólne wyjście, ale zbyła go mówiąc, że w czasie wielkanocnym nie chodzi się do kina. Wiedział jednak, że obejrzała film w towarzystwie swojej siostry, Eli.: "Zabolało mnie to, bo kocham tę dziewczynę. Przegrałem, muszę tej dziewczynie zejść z drogi. Za stary jestem dla niej! Żegnaj...na zawsze!"
    Zapytała:
    -Skąd pan wie, że byłam w kinie?
    -No wiem.
    -Widział mnie pan?
    -Nie, nie widziałem.
    -Kto panu powiedział, że byłam w kinie?
    -To już moja rzecz, zresztą dowiedziałem się o tym zupełnie przypadkowo.
    -Niech mi pan powie, kto to panu powiedział!
    -Chyba mi wolno nie powiedzieć tego. Przecież pani wolno robić to, co pani zechce.Mnie też. Przecież awantury z tego powodu nie będziemy robić. 
    Na jej spokojnej dotąd twarzy pojawiło się wzburzenie. Nie mogła uwierzyć, że wieści rozchodzą się tak szybko. Emil był bardzo zadowolony z wrażenia, jakie wywołał, odszedł spokojnym krokiem w kierunku klasztoru. Na odchodnym rzucił mimochodem, że zamierza obejrzeć dziś film w Domu Nauczyciela w kinie "Sokół". Nie zaprosił jej,  choć miał nadzieję, że się tam zjawi.
            Z drugiej strony myślał o tym, że należy "klin klinem" i rozważał, którą to panną się zająć....Sablikówna, Stryczkówna.... 
    "Nie dla pustego flirtu! Czas już, żeby się ożenić!"
         Nadal śpiewali razem w chórze. Gdy zapytał ją, czy jest niezadowolona, że przychodzi po nią przed próbami, potwierdziła. Po jednym z kwietniowych spotkań odprowadził ją do Domu Narodowego na  próbę przedstawienia.
    CDN


    Mini drzewo do opowieści o losach Szarków

    Pradziadkowie:       Maria  zd. Król     i     Jan Szarek

    Stefan + Rozalia zd.Hoffman (dzieci: Eugenia, Jan, Henryk (Heniuś)
    Elżbieta + Władysław Sieńczak (dzieci: Maria, Jan, Stanisław, Krystyna)
    Janek + Herminka zd. Zolich (dzieci: Danuta, Witold, Hanna)
    Leon + Hildegarda(Maria) zd.Kałuża (dzieci:Andrzej, Jerzy)
    Dziadkowie: Helena –ur.1909 (babcia) + Emil Kieloch  -ur.1898 
    dzieci:
    Bogumił (kawaler)
     Ludmiła (mąż: Władysław Szwajnoch, dzieci: Grażyna, Andrzej, Danasia)
    Rodzice:   Leszek - ur.1935 (żona: Maria zd.Paszek, dzieci: Dorota, Barbara)
    Danuta (mąż: Jerzy Wieczorek, dzieci:Jacek, Wojciech)
     Emilia (mąż: Jan Piękoś, dzieci: Tomasz, Łukasz)

    My: Barbara Kieloch + Michał Marcinkowski ur.1972 (dzieci: Jan ur.1999, Jagoda -ur.2002)

    sobota, 3 września 2011

    Przepalanka wuja Miecia na absolwencie

    Przepis: (wujek Mietek - niezwykle zacny, środkowy brat Matki Maryli - filolog, gawędziarz, pieśniarz:))) Nie można go nie kochać, jako też i Krysi:)))


     kopiate łyżeczki cukru rozpuścić w rondelku. Po rozpuszczeniu wlać trochę gorącej wody z czajnika. Wrzucić jednego goździka. Odstawić. Jak ostygnie (lokalny odpowiednik wystygnie) wyjąć goździka (ja nie wyjęłam), wlać do butelki z absolwentem (z której należy najpierw odlać troszeczkę wódki, żeby było miejsce na karmel). Butelkę dobrze schłodzić. Najlepsza po 24 godzinach, ale trudno się powstrzymać przed szybszym spożyciem.




    Goździka koniecznie jednak wyjąć. Wczoraj nie wyjęłam i w miarę spożywania uwalniało się zbyt dużo goryczy. A przecież chodzi tylko o dyskretny aromacik.

    Uwaga! Po konsultacji z Wujem M. muszę dodać, iż przepalanka sporządzana jest specjalnie na przyjazd rodziny Marcinkowskich  do Zabrzega!

    Już za rok matura (ale to już było, i nie wróci więcej...)




    PSZCZYNA , nasza "szóstka", wszystkie zdałyśmy:). Z tyłu Witan i Misiek. 



     (Ircia, Jarzynka, ja - Baśka, Kasia Szabert, Basia Dowbecka, Pietryjka) ...Witan jako nasz menadżer:), Misiek w tle jako bodyguard,


    a dziś...:)



    czwartek, 1 września 2011

    O pięknej Helenie, namiętnym Emilu i słuchawkach do detektora

    hsistoria napisana na podstawie Pamiętników z 1928 roku
     Zapewne Emil był mężczyzną czułym na względy kobiece i niejednokrotnie flirtował tu i ówdzie, wodząc na pokuszenie dziedzickie piękności, ale to, co owładnęło nim w trzydziestym roku życia, można by przyrównać do erupcji wulkanu. Dość powściągliwy w okazywaniu uczuć, doskonale odgrywający rolę statecznego nauczyciela, zakochał się w 18-letniej Helenie, pannie z ubogiej rodziny Szarków. Tym bardziej ją kochał, im bardziej ona go nie chciała. 
    Hela "za panny" z niezidentyfikowanym osobnikiem
        Dziewczyna wyróżniała się wśród innych niebanalną, cygańską jakby urodą, choć próżno dopatrywać się w niej grubych, romskich rysów. Nie bez powodu nazywano ją w domu Ganeczką (Cyganeczką).  Ciemne oczy okolone niesamowitym, gęstym, uniesionym w lekkim zdziwieniu, łukiem brwi, prosty nos, wyraziste i pięknie zarysowane usta, i smutne, skierowane gdzieś "poza" spojrzenie, nadawało jej rysom niezwykłej subtelności. Już jako dziewczyna posiadała mocną, solidną sylwetkę, która  na przekór swojemu wyglądowi, skrywała dość słabą fizycznie istotę.
    Emil Kieloch "za kawalera"
        Emil zdawał sobie sprawę, że starając się o jej względy, burzy pewnego rodzaju konwenanse społeczne związane z łączeniem się różnych pod względem statusu, warstw. On, bogaty "swojok" (bogaty gospodarz, dziedzic gospodarstwa chłopskiego), a na dodatek inteligent z wykształceniem nauczycielskim, ona prosta, uboga dziewczyna z ukończoną czteroklasową szkołą powszechną, po kursach krawieckich, wychowywana przez owdowiałą matkę. Z drugiej strony urody był raczej miernej (USZY!), choć zawsze dostojny, zadbany, podążający za nowymi trendami mody, w doskonale skrojonych garniturach z nieodłączną laseczką. Helena nie posiadała nic poza swoją młodością i urodą (dopiero później okazało się, że jest kobietą mądrą i niezwykle dowcipną).
     Helena Szarkówna u góry z prawej strony - 1925 r.
           Od chwili, gdy owładnęły nim gwałtowne emocje miłosne, stał się częstym gościem w malutkim domu na Piasta (Emil mieszkał na tej samej dziedzickiej ulicy). Pod byle pretekstem udawał się zatem w odwiedziny. To, by zanieść jej bratu Jankowi egzemplarz stenografii, to zaś by pożyczyć Heli słuchawki do właśnie zakupionego przez braci Szarków, detektora (dawniej odbiornik radiowy). Gdy nie zastał dziewczyny, czekał cierpliwie, prowadząc w najlepsze pogawędkę z Marią, jej matką.  Ta zresztą, od samego początku okazywała mu niebywałe względy słusznie przeczuwając, że jej córka nie zazna biedy wiążąc się z tym szanowanym, bogatym nauczycielem. Emil wspominał później nadejście Heli tego dnia, gdy uparł się by czekać  tak bez końca ze słuchawkami do detektora: "Wreszcie doczekałem się Heli.Weszła nagle do izdebki. Spostrzegła mnie, drgnęła, cofnęła się nieznacznie do tyłu. Co to ma znaczyć? Ulotnić się chce? Wnet się jednak opanowała i podała mi ręki. Ubrana była w granatową sukienkę, a było jej w niej do twarzy. Chyba każda, względnie dobrze skrojona suknia, na tej zgrabnej, smukłej dziewczynie dobrze leży. W aureoli ciemnych splotów jaśniała jej zarumieniona przez mróz twarzyczka młodością, promieniowała radością życie z taką siła, żem po prostu posmutniał. Czy mam prawo zazębić losy tego ślicznego dziecka dozgonnie z mymi losami? Czy zasłużyłem na takie szczęście nazywając moją dozgonną przyjaciółką tak czarującą istotę? [...] I było mi smutno. Czułem się jak złodziej, który usiłuje wykraść świętość" .
    Hela na wycieczce do Goczałkowic
         Czy dziś jeszcze ktoś potrafi tak pięknie mówić o miłości? Emil dostrzegał piękno w każdym detalu jej postaci, geście, grymasie i wyrażał to całym sobą. Zdawał sobie sprawę, że może jawić się jako nieatrakcyjny i zbyt stary dla osiemnastoletniej, bardzo atrakcyjnej dziewczyny i w związku z tym odczuwał smutek, jakby czyhał na coś, do czego nie ma prawa. I chyba, trzeba przyznać, czuł to doskonale, co wydaje się tym bardziej dziwne, że w późniejszych latach nie dostrzega się w nim już śladów tej wyraźnie tutaj zaznaczonej, inteligencji emocjonalnej. A Hela brnęła w to, co nieuniknione, zapisane przez los, choć często w tej historii pojawiają się nieśmiałe próby protestu, jakby chciała powiedzieć- stop! moja  historia może być inna...
           Był rok 1928. Emil gotów był zaniedbać swoje obowiązki zawodowe i społecznie, które dotąd traktował z niezwykłą rzetelnością, byle tylko widywać Helę. Kiedy tylko mógł prosił o zastępstwo na spotkaniach Koła Zarządu Macierzy Szkolnej i pędził na zajęcia chóru pani Zmełtowej, gdzie śpiewało "to śliczne dziecko". Stopniowo częstotliwość spotkań zwiększała się, a one same stawały się coraz bardziej urozmaicone.  A to przechadzka nad Iłownicę, a to wyjście do kina... Miał wrażenie, że Hela wyraźnie mu sprzyja, ale niewątpliwie robił wszystko, aby ją sobą zainteresować.
    Pewnego marcowego popołudnia wybrali się na występ katowickiego zespołu operowego, który przedstawiał Trubadura Verdiego:

     "wyjechałem nie sam, z moją czarnooką dziewczyną, Helą Szarkówną". Łącząc sposobność delektowania się muzyką i przebywania z ukochaną  "upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu". "Co czuła Hela nie wiem,. Jej przeżycia na pewno były innej natury. Może mi uwierzyła tylko na słowo, że muzyka verdiowska z Trubadura jest piękna, ale nie odczuła?"  Wyraźnie oddzielał jednak grubą kreską swój sposób postrzegania świata od jej widzenia rzeczywistości. Pojawia się nieprzyjemne wrażenie, że intelektualnie stawiał się ponad wszelką dyskusją, a Helę czcił jak piękny obraz, kamień, który próbował choć trochę oszlifować. Pycha. Jeden z grzechów głównych.
    Niestety w miarę upływu czasu rozterki narastały. Emil popadał w takie skrajności, że jednego dnia pragnął być z nią wbrew wszystkiemu: "Wiem, że samorzutnie od niej nie odstąpię, nie potrafię odstąpić!", po czym "ale czy my stworzymy dobraną parę, czy nie jest stanowczo za piękna dla mnie?" albo "Mam 30 lat, choć wyglądam na młodszego. Do 40 lat zachowam pozory młodości, ale powolne więdnięcie z nieuniknioną pewnością nastąpi. Wiosnę życia, młodość mam już za sobą i pragnę poślubić tą pachnącą młodością dziewczynę".
    Dom robotniczy (kino "Świt") w Czechowicach  przed II wojną światową
       Mimo tych przerażających wizji, które zżerały go od środka i wywoływały chroniczny niepokój, spotykali się nadal. Po premierze niemieckiego filmu "Metropolis"  w kinie Świt, na którą wybrali się któregoś wiosennego popołudnia, zaprosił ją do cukierni Wietrznego, którą mijali w drodze do domu. Hela odmówiła, co niezwykle dotknęło Emila. To odtrącenie stało się jeszcze bardziej wyraziste, gdy pchnięty dziwnym instynktem, jeszcze tego samego wieczora odwiedził maleńki domek Szarków i zastał w nim swego konkurenta, Władka Gołucha "który jest w Heli zakochany po uszy". Uznał, że dziewczyna zabawia się jego kosztem, posyła dziwne uśmieszki, a szczytem nietaktu było wyciągnięcie z gołuchowego surduta, chusteczki! To przelało czarę goryczy, a Emil oddalił się dostojnym krokiem przysięgając sobie w duchu, ze ograniczy spotkania z Heleną. Koniec zabawy w "ślepą babkę". Dopiero wtedy uświadomił sobie, że ilekroć próbował rozmawiać z nią o przyszłości, tyle razy zmieniała temat, ba! wręcz unikała go jak diabeł święconej wody!
    Aby zapomnieć o upokorzeniu, zagłuszyć swoje gwałtowne uczucia, które rozsadzały go od środka, zaczął rozglądać się za innymi dziewczętami: "Nęcić mnie poczęła Elżbieta Sablikówna...". Za wszelką cenę pragnął udowodnić sobie, że Hela niewiele dla niego znaczy. Na próbie chóru Adolfa Bossowskiego, do którego obydwoje należeli, okazało się, że jej nie ma. Zaangażowała się w jakieś przedstawienie: "znikła więc sposobność spotykania się poza jej mieszkaniem, dokąd nie mam zamiaru przychodzić!". Tym samym odebrała mu jedyną uzasadnioną możliwość odprowadzania siebie do domu po próbach. Oczywiście w myślach obarczał odpowiedzialnością za tę sytuację Gołucha, który choć Bogu ducha winien, stał się teraz obiektem dyskretnej nienawiści. Urażona męska duma - zrozumiałe i typowe. Zakochanie porównuje się czasem do szaleństwa, a ponieważ  cechuje się ono zróżnicowanym natężeniem, tak więc i emocje Emila, zmieniały się w niezwykle szybkim tempie: "nie mogłem jednak zapomnieć Heli i byłem powściągliwy" .
    Hela z prawej obok wąsacza z gitarą, jako trzeci Stefan Szarek
    Marcowe wieczory były dla niego wyjątkowo feralne tego roku. Na drodze przebiegającej obok dziedzickiej brykietowni, tuż obok przejazdu kolejowego, zamajaczyły mu dwie postacie:
    -Dobry wieczór - przywitał się ze stoickim spokojem Emil
    -Jezus! Ja idę z próby! - krzyknęła przerażona Hela, u boku której stał niezmieszany Władek Gołuch.
    -Ja natomiast idę na próbę - dystyngowanym ruchem podał "ręki" najpierw jej, a potem swemu rywalowi. To musiało boleć. Ponad wszystko pragnął pokazać, jak bardzo obojętne jest dla niego to nieoczekiwane spotkanie - Pani też otrzymała zaproszenie....
    -Tak, ale muszę chodzić na próby przedstawienia, więc nie mogłam przyjść na próby śpiewu 
    -Nie namawiam do tego pani. Stwierdzam jedynie, że jedno z drugim da się pogodzić - a więc uległ, dał jej sygnał, ze jednak mu zależy...
    -Dobrze, przyjdę na próbę śpiewu.
    uśmiechnięta Hela  (stoi)  w czapce rogatywce i spódnicy w kratę
    -Żegnam panią - nałożywszy maskę powściągliwej kurtuazji, nie dał po sobie poznać, jak bardzo się cieszył. Helena, jakby na usprawiedliwienie dodała, że przyjdzie z bratem. I rzeczywiście zjawiła się na próbie, by zaraz zniknąć. A Emil bił się z myślami: "Czuję się jak zwierz raniony. Stoję wobec zagadnienia, czy nie usunąć się Gołuchowi z drogi. Wygląda to tak, że na Helę nie mam, co liczyć".
        Emil z jeszcze większą determinacją zaczął kierować swoje zainteresowanie na Elę Sablikównę. Wyraźnie lubiła jego towarzystwo, choć i od niej był dużo starszy, a kilka lat wcześniej był nawet jej nauczycielem niemieckiego w szkole wydziałowej. Oceniał ją jako niebrzydką, kobiecą, dość inteligentną, a ona wykorzystując jego zainteresowanie próbowała go sobie zjednać. Kokieteryjnie oświadczyła mu nawet, że poszukuje męża, który wyróżniałby się innymi walorami, niż urodą! Zapewne był to zabieg służący temu, by coś zyskać (choć ja też nie przepadam za filmowymi przystojniakami, szaleję raczej, gdy mnie coś poruszy - nie wedlowska czekoladka, ale raczej ciasteczko, tu ukłon w stronę Kuzynki Danasi,  powoli rozpuszczające się w ustach z nadzieniem, którego smak poznamy dopiero, gdy dostaniemy się do środka - ufff! całkiem pościelowo to wyszło!:) Dla uwiarygodnienia swych poglądów, Sablikówna stwierdziła jeszcze, że przystojny mężczyzna jest łakomym kąskiem, nawet gdy jest żonaty.  Najwyraźniej Emila nie dotknęły jej słowa, choć utwierdzały go przecież w przekonaniu o własnej nieatrakcyjności. Zapewne wierzył w ów nieuchwytny czar, otaczającą go aurę inteligenta, niebanalnego mężczyzny wyróżniającego się na tle dziedzickiej gawiedzi. Jest sporo prawdy w twierdzeniu, że człowiek, który wierzy w siebie, może dokonać wszystkiego.
           Przywdziewając więc maskę obojętności oddawał się pracy w szkole i różnym dodatkowym zajęciom. Najwięcej czasu spędzał na próbach chóru "Ryłło"  prowadzonego przez Adolfa Bossowskiego. Ta stylizowana, egzotyczna wręcz nazwa wzięła się od staropolskiego  określenia "ryje", jako że dopiero po zebraniu odpowiedniej liczby "ryjów" do śpiewania można było myśleć o wokalnej działalności.: "Więc i ja ze swoim ryjem znalazłem się w tym kolektywie". Spotkania z kolegami były o tyle radośniejsze, że suto podlewane markowym trunkiem, a okazji nie brakowało. Marcowe imieniny Edwarda stały się doskonałym pretekstem do wędrówki po domach i wznoszenia toastów na cześć ich gospodarzy. Co chwilę ciszę sennej wczesnowiosennej wsi mąciły donośne zaśpiewy "ryjów" i hymny pochwalne. Oczywiście trwała też nieustanna konsupcja, tak zwany "boski chlast", który niejednego z uczestników powalił z nóg.  Emil, odporny na skutki wycieńczającej eskapady, wrócił do swego domu o trzeciej nad ranem w pełni świadomy swego istnienia na tym padole.
    Dworzec w Dziedzicach
          Życie toczyło się własnym rytmem, a Emil wciąż natrafiał na okoliczności, które sprzyjały rozwijaniu relacji damsko - męskich. Na dziedzickim dworcu kolejowym, gdzie udał się by sprawdzić zmiany w cenach biletów kolejowych, zderzył się niejaką Anielką Stryczkówną: (UWAGA! TYLKO DLA OSÓB ODPORNYCH NA REALIA RODEM Z HARLEKINA:):
    -O pana się dziewczyny biją w okolicy, pan jest dobry i ładny!
    -Nie wiedziałem, że pani jest zdolna do takich komplementów.
    -To nie jest komplement!
    -Daj pani spokój, przecież w to nie uwierzę, co pani mówi!
    -Pan nie wierzy, bo pan wierzyć nie chce.
    -Nie mogę w to uwierzyć, co pani mówi. Jest pani grzeczna i uprzejma, dziękuję pani za to. Ale ja wiem, że takich dziewcząt nie ma, które by coś do mnie czuły.
    Stryczkówna cichym głosem wyszeptała, że zna taką jedną, a Emil powtarzał, że to niemożliwe...
    -Są...ja sama! - Emil próbował oponować twierdząc, że to tylko jej złudzenia, a on jest zbyt leciwy na takie podchody. Dziewczyna  uznała jednak, że jest w odpowiednim dla niej wieku.
    -I pani mówi to, gdy pani jest już zaręczona?
    -Co u pana jakaś tam...Stryczkówna!
    -Nie, myli się pani, tak nie można. Lubię panią, podoba mi się pani. Ale dlaczego mi pani wcześniej tego nie powiedziała(Emil najwyraźniej się rozkręcił:).
    -Teraz jest pani zaręczona.
    -Jakże to miałam zrobić? Do pana zbliżyć się nie było można.
    Emil Kieloch w armii austriackiej
         Emil pożegnał się, a drodze powrotnej rozmyślał: "...zawsze wątpiłem, bym był zdolny pozyskać względy takich właśnie jak Anielka Stryczkówna dziewcząt, bardzo ładnych dziewcząt, koło których ciągle kręcili się młodzi chłopcy. Gdzież mnie niezdarze równać się z jej adoratorami!" Cóż, może i myślał przez chwilę o   sobie w taki sposób, ale bardziej zakrawa to na fałszywą skromność, bo wiara w siebie i poczucie własnej wartości, mimo chwilowych rozterek, towarzyszyły Emilowi przez całe życie w niezmienionej postaci - "ja, Kieloch". Może obawiał się rywalizacji z licznymi adoratorami Anielki, bał się że wypadnie blado, a blado nie lubił wypadać...Przypomniał sobie nawet, że Stryczkówna ponad dziesięć lat wcześniej pozyskała jego fotografię, na której prezentował się  w mundurze kaprala wojsk austriackich, ale wtedy skojarzył to ze zwykłym kaprysem, dowcipem. Dość często spotykał się z ojcem dziewczyny, z racji działalności w Straży, której tamten był naczelnikiem, ale kto by przypuszczał, ze tych kilka zamienionych zdań pozostawi trwały ślad w sercu Anieli. Może ta niewymuszona obojętność nęciła dziewczynę. Kiedyś mimochodem zażartował nawet, że Stryczkówna była ładna dopóki nie skończyła 17 lat, bo potem każda kobieta traci wdzięk (oj, Dziadku! brak w tym finezji, choć każdemu się zdarzy). Uczynny kolega doniósł wtedy dziewczynie, jakie słowa padły pod jej adresem i wywołał tym samym ogromny żal i rozgoryczenie Anieli.



    cdn