/swojana/

poniedziałek, 22 listopada 2010

Szkelety



List do Izy W.


O Blondyno, Ty co siedzisz z przodu, rozdziawiwszy biały uśmiech swój,
jesteś taką samą bellą jak za młodu, aż z zawiścią w duszy toczę bój.
A ta Czarna, co zza pleców kątem zerka, niby nie chce, na obiektyw brzydko klnie,
ale każda z nas przypuszcza -  gierka, błyśnie flesz, a ona pierwsza pręży się.
Wentka jako matka Wiki boska, co dojrzała macierzyństwem niby kłos,
oczy mruży, rzęsą trzepie tak powabnie,
mierzwi rudy z Kaszub  przywieziony świeżo włos.
Wreszcie Zydor- klasa wdzięk, uroda,  
nienaganny własny, lśniący zgryz
i choć nie jest wcale taka młoda, 
człowiek  wciąż by ją  pasjami  gryzł.
A ta starsza Pani z tyłu, ta  ponura, 
co radości w oku tyle "co napłakał kot", 
tej należy się od życia bura, bo w przeszłości niezły był z tej babci trzpiot.
Przezroczysta obok - to Hrabina,  każda z nas jej obraz nosi w duszy,
dziś dla innych widzów Diwa się wypina i Amora strzałą, czyjeś serce kruszy.

No, Blondyno, czarodziejko, trzpiotko,
pora skończyć poetycki wywód ten, 
zaśnij teraz w swym hotelu słodko, 
śnij o smacznym frankfurterku sen...:)
(swojana)

niedziela, 31 października 2010

Dom mój


A tu, w  domu ... igraszki cieni i świateł,
niewinność liści otulonych promykami słońca


soczysta czerwień ostatnich malin w ogrodzie

 i zapach ognisk roztaczających nad ziemią woalkę dymów

i róże późne , których narwę dla mojej Marylki, bo ją kocham.



Kto nie zna Marylki, ten nie wie co szczęście:)  Marylka to mama. Moja. Znana pod różnymi postaciami. Jest dobra, ładna i miła. W mordę będę lać, jeśli ktoś zaprzeczy.

niedziela, 17 października 2010

Cienie i półmroki, i ślady czarnego kota


Nie wrócisz do mnie

Nie wrócisz do mnie
Nie wrócisz do mnie,
Nie wrócisz do mnie
I ja nie wrócę do ciebie:
Umarły żywe twe oczy,
Któż płacze po ich pogrzebie?

Patrzałem w blask ich,
Patrzałem w blask ich,
Dusza się moja spaliła -
Wyrosła nad nią samotna,
Chwastem okryta mogiła.

Czyż zmartwychwstanie,
Czyż zmartwychwstanie
To serce smutnego świata?
Topole w oczach mych więdną,
Szaruga po nich przelata.

Nie wrócisz do mnie,
Nie wrócisz do mnie
I ja nie wrócę do ciebie...
O drzew pożółkłe upiory,
O dni słonecznych pogrzebie!

Jan Kasprowicz

sobota, 11 września 2010

Na Getta - w jaskini Ojca Derektora



                       Drink pt."Ojciec Derektor" serwowany jest tylko w jednym miejscu w Gdańsku. 
                                                                      Gratis!
Knajpka ma atmosferę nieco ekscentryczną, a gospodarze doskonale wpasowują się w klimat stworzonej przez siebie enklawy.
pyr pyr pyr (wydajemy odgłos w szybkim tempie)
 Poza niezwykłymi odczuciami, które pojawiły się już w trakcie schładzania się ambrozją, dochodzą kolejne...Najpierw nasz wzrok przyciąga bogata gama kolorów. Nie dostrzegamy tu typowych chwytów marketingowych w postaci czerwonawego oświetlenia (by potrawy wyglądały na bardziej świeże), podkolorywania  barwnikami spożywczymi (to zielone to prawdziwa bazylia zerwana z krzaka na oczach  coraz bardziej napalonego klienta).
Potem robi się coraz bardziej zielono, wszystko migoce i błyska....Wnętrza wypełnia zapach czosnku i krewetek, które w nieco odmiennej formie niż w świecie przyrody, kusząco skwierczą na rozpuszczonym, delikatnie  rozgrzanym masełku...Właściciele dbają, by atmosfera tajemniczości stopniowo narastała, a puchar nigdy nie stał pusty...

Powoli do tego niezwykłego miejsca dołączają i inni goście -
Być może wydają się nieco dziwni, ale to wrażenie szybko mija w miarę sączenia boskich trunków. Stajemy się jednością.


A ja czego mogę się spodziewać? Ambrozja powoli rozchodzi się impulsem elektrycznym po wszystkich połączeniach neuronalnych... Zmysły szaleją (choć z niecierpliwością czekam na więcej). Wreszcie muzyka, która dyskretnie, a później coraz bardziej ekspansywnie uruchamia wrażenia słuchowe...Świat wiruje...Urywa się film...